Nasze wyprawy

EŁCKA KOLEJ WĄSKOTOROWA

Dzień 25 maja 2002 roku z całą pewnością otworzył zupełnie nowy i, co ważne, bardzo obiecujący rozdział w historii ełckiej wąskotorówki. Jeszcze kilka miesięcy temu los kolejki był niepewny. Polskie Koleje Państwowe chciały szybko i sprawnie pozbyć się tego mienia, a zawieszenie planowego ruchu pasażerskiego odebrało wielu ludziom z okolicznych miejscowości możliwość wygodnego dojazdu do pracy i szkół. Zabytkowy tabor niszczał, a tory zarastała powoli trawa. Żal było patrzeć na to, iż infrastruktura o olbrzymim potencjale turystycznym marnieje z dnia na dzień. Smutny koniec byłby zapewne nieunikniony (mimo, że od 30 września 1991 roku kolejka wpisana jest do rejestru zabytków), gdyby nie fakt, iż w Ełku grono wspaniałych ludzi postanowiło uroczą ciuchcię uratować. Do akcji wkroczył Zarząd Miasta oraz Miejski Ośrodek Sportu i Rekreacji. Działania owych instytucji, wspierane przykładną postawą znanych w całej Polsce Braci Sawczyńskich, doprowadziły do tego, że sezon turystyczny 2002 na wąskotorówce ruszył pełną parą. Jego inauguracja okazała się nadzwyczaj emocjonująca, a na szlaku - zupełnie niespodziewanie - pojawiło się aż kilka pociągów...

OCZEKIWANIE

Od samego poranka dało się wyczuć w Ełku atmosferę wielkiego święta. Z przyjazdem każdego kolejnego pociągu rosło grono osób krzątających się po wąskotorowej stacji, oglądających zabytkowe lokomotywy, wagony i zabudowania. Wszyscy niecierpliwie oczekiwali tej wspaniałej chwili, kiedy to parowóz Px48-1752 szarpnie sześć turystycznych wagoników i po niemalże roku przerwy wyruszy z mozołem w kierunku Sypitek. Dźwięk gwizdka lokomotywy oraz dym nierzadko szczypiący w oczy - to właśnie było magnesem przyciągającym w ten sobotni, słoneczny dzień rzesze miłośników kolei i turystyki z całej Polski, a także z Niemiec.
Atmosferę oczekiwania doskonale umilali bracia Adam i Mirosław Sawczyńscy. Oni zawczasu o wszystkim pomyśleli i o wszystko zadbali, dlatego każdy gość mógł poczuć się w Ełku, jak u siebie w domu. Dla wszystkich uczestników imprezy przewidziano pamiątkowy dyplom, biuletyn o kolejce, gorący posiłek oraz okolicznościowy, bezpłatny bilet na przejazd turystycznym składem. Również drzwi Muzeum Kolei Mazurskiej Braci Sawczyńskich były dla każdego szeroko otwarte. Jeśli tylko ktoś chciał, mógł cofnąć się kilkadziesiąt lat wstecz i poznać historię kolejnictwa w naszym regionie.
Kiedy do Ełku dojechali ostatni goście, rozpoczęły się oficjalne obchody inauguracji sezonu turystycznego na wąskotorówce. Przemówienia przedstawicieli lokalnych władz spotykały się z gromkimi brawami publiczności, zaś osoby szczególnie zasłużone dla odrodzenia kolejki otrzymały z rąk Mirosława Sawczyńskiego pamiątkowe statuetki w kształcie parowozu, czyli "ełckie kolejowe Oscary".
Po części formalnej przyszedł czas na promocję książki Stanisława Jasińskiego "Poznaj Koleje Historii - Ełcka Kolej Wąskotorowa 1913 - 2001". Jest to naprawdę interesująca pozycja, obfitująca w wiele ciekawostek dotyczących historii tutejszego regionu oraz samej kolejki. Nie brak również typowych informacji technicznych odnoszących się do infrastruktury oraz taboru zgromadzonego w Ełku. Całość opatrzona jest prześlicznymi zdjęciami, a także schematami stacji, kilkoma tabelami rozkładów jazdy i mapkami. Uważam, że książkę tą warto nabyć, tym bardziej, że jej cena jest dość przystępna.

ODJAZD !!!

W końcu nadszedł długo oczekiwany moment. "Peiks" rozpoczął swą ciężką pracę i skład, zestawiony z czterech zamkniętych i dwóch otwartych wagonów osobowych, wyruszył w drogę. Oznajmił to wszystkim przeciągły gwizd lokomotywy, zagłuszony jednak nieco przez radosne okrzyki pasażerów.
Po kilku minutach pociąg przemierzał już most nad rzeką Ełk i wiadukt przerzucony nad obwodnicą. W tym miejscu można było ponadto ujrzeć ciekawostkę techniczną - skrzyżowanie toru wąskiego z normalnym, osłonięte dwoma nieczynnymi semaforami świetlnymi. To jedyne tego typu urządzenia na ełckiej wąskotorówce. Następnie skład wjechał do lasu, a gęsty dym momentami znacznie ograniczał widoczność. Wspaniała, kolejowa atmosfera, nawiązująca do "epoki pary", mogła zadowolić nawet najbardziej wybrednych miłośników dróg żelaznych.
Nasz pociąg rozwijał coraz większą prędkość, minęliśmy przystanki w Mrozach Wielkich, Regielnicy, Kałęczynach. Wszystko zdawało się podążać zgodnie z planem... Ale jak wiadomo - jazda po długo nieużywanych szlakach prawie zawsze obfituje w niespodzianki. Nie inaczej było i tym razem. Za Kałęczynami zaczęły się problemy. Parowóz zatrzymał się na ostrym podjeździe i nie mógł poradzić sobie z dość ciężkim składem. Próby cofania i sforsowania przeszkody "z biegu" nie przyniosły zamierzonego efektu. W rezultacie pociąg został zawrócony do Kałęczyn, a tam organizatorzy mieli zadecydować, co dalej. Od razu wysłano też "grupę kryzysową", która miała za zadanie posypać najbliższe kilkaset metrów torów piaskiem. Pasażerowie tymczasem wysiedli z wagonów i cierpliwie czekali, przekazując sobie nawzajem najświeższe, choć często mylne, informacje. Ogólną wesołość wywołał natomiast koncert gry na trąbce jednego z uczestników podróży... Po około 30 minutach drużyna pociągu podjęła ostateczną decyzję. Ze składu wyłączono trzy ostatnie wagony, aby ułatwić zadanie "węglowemu rumakowi". Spowodowało to, że wiele osób przesiadło się do pierwszych trzech wagonów. Zapanował tam spory ścisk. Ale nic to, bowiem dzięki temu wkrótce minęliśmy przystanek w Laskach Małych (z odgałęzieniem do Zawad), by w końcu dojechać do Sypitek. Tam wyszło na jaw, że parowóz, ze względu na awarię przewodów parowych, nie jest już niestety zdolny do drogi powrotnej. Spore opóźnienie imprezy sprawiło też, że niektóre osoby zaczęły się denerwować, ponieważ praktycznie nie było szans, by złapać odchodzące z Ełku około godziny szesnastej pociągi. Szkoda tylko, że dostało się przy tym organizatorom, którzy przecież w niczym nie zawinili i starali się, jak tylko mogli, by wszystkim dogodzić. Festyn w Sypitkach, połączony z ciepłym posiłkiem oraz konkursem wiedzy o kolejce, był kolejnym tego dowodem. Po kilkudziesięciu minutach od przyjazdu pierwszej połowy turystycznego pociągu, ściągnięta z Ełku spalinowa lokomotywa Lyd1-214 przyprowadziła "na popych" do Sypitek drugą jego część. Za kilka zaś minut wyruszyła z tymi samymi wagonami w drogę powrotną, zabierając sporą grupę uczestników. Ja również pojechałem tym składem, ponieważ po osiemnastej miałem pociąg do Olsztyna. Razem ze mną jechali dwaj inni członkowie Klubu Miłośników Kolei Olsztyn, Pan Franciszek Musal oraz Bartłomiej Gajc, którzy także obecni byli na całej imprezie. Trzeba przyznać, że "Lidka" doskonale poradziła sobie z powierzonym jej zadaniem i bez problemów dociągnęła skład do celu. Niestety, później znowu pojawiły się kłopoty, dlatego impreza uległa dalszemu opóźnieniu. Zmęczeni pasażerowie, którzy mieli jeszcze trochę wolnego czasu, zostali ugoszczeni przez Braci Sawczyńskich w izbie Muzeum Kolei Mazurskiej. Był to kolejny bardzo miły gest ze strony organizatorów...

KONKLUZJA

Wydaje mi się, że 25 maja 2002 roku był dniem, który udowodnił, że jeśli czegoś bardzo się pragnie, to można to osiągnąć. Doskonałe współdziałanie lokalnego samorządu, instytucji i osób kochających ełcką ciuchcię uchroniło ten kapitalny zabytek przed dalszą degradacją i stworzyło mu nowe perspektywy rozwojowe. Działanie to stało się także bardzo dobrym przykładem dla innych regionów w naszym województwie i kraju. Nie tylko bowiem ełcką wąskotorówkę należy chronić, ale także całą sieć kolejową w Polsce. System dróg żelaznych jest naszym wspólnym dziedzictwem, spadkiem przejętym po wspaniałomyślnych, minionych pokoleniach. My o te dziedzictwo musimy dbać. Wielu malkontentów twierdzi, że to niemożliwe. A jednak przykład Ełku zaprzeczył takiemu stereotypowi. Miejmy tylko nadzieję, iż inne samorządy wyciągną z tego odpowiednie wnioski...

"I ja tam z gośćmi byłem, pociągiem jeździłem, a com widział i słyszał, w opisie umieściłem".

Adam Dąbrowski


powrót do głównej